Wtorek, 14. Luty 2012 06:45
„Trzeba pomóc w końcu tym imigrantom” - wywiad z Lesią Kostiną z komitetu „Imigranci na rzecz Abolicji”
Co było dla Pani najtrudniejsze w pierwszych tygodniach po przyjeździe do Polski? Czego może spodziewać się osoba, która przyjeżdża do Polski ze świadomością, że nie będzie pracowała legalnie?
Wszyscy, którzy tutaj przyjeżdżają wiedzą, że nie będą pracować legalnie. Nawet osoby na tzw. oświadczeniach, pozwalających na pracę na 6 miesięcy i tak pracują na czarno.
Często pracodawcy straszą, że doniosą na nas na policję. Ja na początku też się bałam i jak pracodawca straszył mnie albo czegoś zabraniał, mówiąc że poinformuje o mnie policję, to nie zdawałam sobie sprawy, że ja też mogę ich zgłosić, bo przecież oni też zatrudniają nas nielegalnie.
Czy zdarzyła się podczas pobytu w Polsce taka sytuacja, że poczuła Pani, że ktoś może odkryć, że jest tu Pani nielegalnie i że mogą wyniknąć z tego powodu poważniejsze kłopoty?
Miałam taką sytuację, kiedy moja córka przyjechała tutaj po szkole mając 17 lat i chciała rozpocząć studia. Żeby studiować w Polsce, to trzeba pójść do urzędu i wyrobić kartę pobytu. Poszliśmy do urzędu, żeby złożyć wniosek o pozwolenie na pozostanie w Polsce na czas określony. Córka, która wtedy nie była jeszcze pełnoletnia, musiała mieć zgodę opiekuna prawnego. Pani inspektor, która przyjmowała od nas dokumenty spytała córkę, kim ja dla niej jestem. Córka powiedziała, że jestem jej mamą. W związku z tym urzędniczka poprosiła ode mnie paszport, żeby wpisać dane do dokumentów. Na szczęście nie patrzyła na wizę, tylko spisała to co było jej potrzebne. Przeżycie było dla mnie ogromne. Poczułam jak w jednej chwili wszystko we mnie umiera i okropnie się bałam, ale na szczęście wszystko skończyło się dobrze.
Staram się też unikać wszelkich sytuacji konfliktowych. Zawsze mam bilet, nigdy nie zdarzyło się, żebym jechała na gapę, albo przechodziła na czerwonym świetle.
Czy wprowadzenie abolicji to dobry pomysł?
Jeżeli patrzeć na to z czysto ludzkiej strony, to jest to bardzo dobry pomysł. Wierzyłam na 100 procent, że abolicja zostanie wprowadzona, ale nie spodziewałam się, że tak szybko. Kiedy dowiedziałam się, że jestem zaproszona na podpisanie umowy u Prezydenta, to popłakałam się ze szczęścia. Niestety nie mogłam pójść na to spotkanie, ale od tego dnia wykreślałam codziennie w kalendarzu ilość dni, które zostały do abolicji. Prezydent podpisał ustawę pod koniec poprzedniej kadencji. Tak naprawdę my nie wierzyliśmy, że ta ustawa zostanie podpisana przed wyborami. Teraz pozostaje mi tylko podziękować wszystkim posłom którzy głosowali „za”, ale także tym, którzy głosowali „przeciw”. Chciałam też podziękować Panu Prezydentowi, który wczuł się w sytuację imigrantów i wydaje mi się, że po prostu pomyślał: „Kurczę, trzeba pomóc w końcu tym imigrantom”. Dzięki temu wszyscy niedługo będziemy mogli pojechać do swoich domów.
















































